|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
4 listopada 2025 r. członkowie Oddziału Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Krośnieńskiej w Krakowie spotkali się na drugim, programowym spotkaniu w 53. sezonie działalności. Spotkanie odbyło się w Akademii Górniczo-Hutniczej im. S. Staszica w Krakowie. Prezes Oddziału dr inż. Stanisław Szafran otwierając spotkanie poinformował, że pan prof. Czesław Rybicki obchodzi swoje urodziny, a z tej okazji w imieniu wszystkich uczestników spotkania złożył Solenizantowi serdeczne życzenia oraz wiązankę kwiatów.
Programowym tematem spotkania była prelekcja pana prof. Szymona Krasickiego pt. "Jedlicze w chłopięcej pamięci". W 2025 r. Prelegent wydał autobiograficzną książkę pt. "Z bliska i z oddali. Rodzina, Zakopane, pisarze", w której Autor dokonał syntezy swojego życia na tle dziejów dwóch rodów: Zdziechowskich, z których wywodziła się matka, oraz Krasickich, z których swój rodowód wywodził ojciec. Obydwa rody były głęboko osadzone w historii, a ich genealogia jest bardzo rozbudowana i skomplikowana. Każdy z rodów wydał znakomite i wybitne osobowości, które swoimi dokonaniami zapisały się w historii polskiej kultury.
Ród Zdziechowskich pieczętujący się herbem Rawicz ("Panna na niedźwiedzu") wywodzi się z przodków odnotowanych w dokumentach z XV w. w północnej Małopolsce, ale protoplaści matki osiedli na początku XIX w Rakowie (miasteczko - dziś w pobliżu Mińska). Stąd wywodzili się Marian Zdziechowski (historyk idei i literatury, filolog, filozof, krytyk literacki i publicysta, rektor Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie) i jego brat Kazimierz (dziadek Prelegenta ze strony matki, ziemianin, prozaik, publicysta, krytyk literacki i nowelista).
Ród Krasickich - według informacji podanych przez prof. Szymona Krasickiego - wywodzi się z Ziemi Dobrzyńskiej, gdzie w XV w. pojawił się zamożny szlachcic Jakub z Siecina, którego syn (Jakub) w wyniku małżeństwa z Barbarą Orzechowską stał się właścicielem 14 wsi, w tym Krasice na Pogórzu Przemyskim. Spośród sześciu jego synów, trzech starszych przeniosło się do włości odziedziczonych po matce, a od nazwy wsi przyjęli nazwisko Krasiccy. Z nich wywodzi się trzy linie rodu Krasickich, z których każda wydała znakomitych obrońców i twórców kultury Korony Polskiej, a później Rzeczypospolitej. Przedstawiciele rodu zgromadzili ogromne fortuny, czego wyrazem było wzniesienie okazałego zamku w Krasiczynie, stanowiącego reprezentacyjną rezydencję Krasickich. Wysoką pozycję w hierarchii państwowej podkreśliło nadanie już w 1631 r. jednemu z pierwszych Krasickich (Marcinowi i jego bratu Jerzemu) tytułu hrabiowskiego Państwa Rzymskiego przez cesarza Ferdynanda II. Heraldyk Jerzy Borkowski zanotował, że tytuł ten był kilkakrotnie potwierdzany i uznany również później w Rosji. Z rodu tego wywodzi się m.in. "książę poetów polskich" biskup-poeta Ignacy Krasicki. Krasiccy pieczętowali się herbem Rogala z mitrą. A przyjęli hasło rodowe: Amor patriae nostra lex (Miłość do ojczyzny jest naszym prawem).
Na mocy Konstytucji z 17 marca 1921 r. w Polsce zniesione zostały tytuły szlacheckie oraz przywileje rodowe i stanowe. Postanowienia Konstytucji stwierdzają, że Rzeczpospolita Polska nie uznaje żadnych herbów ani tytułów, z wyjątkiem naukowych, urzędowych i zawodowych. W Polsce współczesnej nie uznaje się tytułów takich jak hrabia czy baron, choć nie ma formalnego zakazu ich używania.
Szymon Krasicki podaje, że urodził się w czternastym pokoleniu rodziny Krasickich, a w ósmym - linii trzeciej (wołyńsko-litewskiej), którą rozpoczął Wincenty I na Hłuszy i Worokomli. Zdzisław Łopatkiewicz w wykładzie wygłoszonym 27 września 2025 r. w Pałacu Stawiarskich (dziś siedzibie Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Konopnickiej) przedstawiając zawiłą genealogię Krasickich stwierdził, że: "Jedynym zaś przedstawicielem rodu Krasickich linii poleskiej, żyjącym obecnie w Polsce - jest Szymon Krasicki, wybitny specjalista w dziedzinie sportów zimowych, emerytowany profesor Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie. Jest on synem inż. Władysława Krasickiego (1910-1942), więźnia Auschwitz, zaaresztowanego przez gestapo krakowskie w Pałacu Stawiarskich w Jedliczu 21/22 lutego roku1942. A przez matkę, Marię ze Zdziechowskich Krasicką (1915-1989) jest On (pokoleniowym) krewnym Zofii Stawiarskiej w czwartym pokoleniu".
Z meandrów swojej drogi życiowej Prelegent wybrał i przedstawił fragment wspomnień zapisanych na kartach w/w książki, obejmujący okres pobytu w Pałacu Stawiarskich w Jedliczu w mrocznych latach II wojny światowej.
Prawie bezpośrednio po zaślubinach Władysław i Maria Krasiccy osiedli w swoim dworku w Worokomlu, gdzie odziedziczyli po ojcu posiadłość liczącą ponad 2000 hektarów. Władysław zarządzał całością majątku i aktywnie udzielał się w organizacjach kresowych, a całej rodzinie "… słodko, beztrosko mijały ich dni. Aż nadszedł ów pamiętny wrzesień 1939 r.". W miesiącach poprzedzających wybuch wojny na wielu spotkaniach rodzinnych Zdziechowskich w Słaboszewku i Krasickich w Worokomlu toczyły się rozmowy na temat agresywnych działań Niemiec i grożącej wojny. W obliczu nadchodzącej zawieruchy wojennej Zdziechowscy opuścili Słaboszewko i po dość długiej podróży dotarli do Worokomla. Ale tu też doszły nowe złe wieści, że od wschodu naciera Armia Czerwona. Wówczas po naradzie i zdecydowanych sugestiach wracających z frontu oficerów, cała rodzina postanowiła udać się do Jedlicza. Jeszcze jesienią 1939 r. Zofia Stawiarska zaprosiła do siebie dwie siostrzenice Amelię i Magdalenę (które wcześniej adoptowała) wraz z rodzinami. Zofia Stawiarska po śmieci męża Waleriana (1938) samotnie zajmująca pięknie urządzony pałac, z wielką radością przyjęła "wojennych rozbitków" i w obliczu słabnącego zdrowia z ulgą powierzyła zarządzanie jedlickim majątkiem Władysławowi Krasiciemu, a folwarkiem w Chlebnej - Janowi Zdziechowskiemu.
8 września 1939 r. oddziały Wehrmachtu opanowały Jedlicze i od pierwszych chwil okupanci zaczęli ustanawiać swoje rządy i okupacyjny prządek. Szczególną uwagę skierowali na istniejącą rafinerię nafty, którą 11 października 1939 r. podporządkowali zarządowi niemieckiej firmy Beskiden Erdölverarbeitung Gesellschaft z dyrekcją w Jaśle. Początkowo na zajętych terenach pełną władzę sprawował Wehrmacht przez swoje komendantury polowe, ale szybko została wprowadzona administracja niemiecka. W Jedliczu utworzono uległą okupantom administrację gminy, posterunek policji i urząd pracy, który prowadził akcje wywozu Polaków na przymusowe roboty do Niemiec. Od pierwszych chwil okupacji władze niemieckie wprowadziły we wszystkich sferach życia terror, a każda niesubordynacja była surowo karana, najczęściej śmiercią.
Już w październiku 1939 r. majątek jedlicki wraz z pałacem przejął niemiecki zarząd Liegenschaft, a przybyły zarządca zezwolił na zajęcie kilku pokoi w pałacu dla całej rodziny. Znaczną część pokoi zajęli oficerowie niemieccy i węgierscy lotnicy stacjonujący na lotnisku w Krośnie. W "chłopięcej pamięci" małego Szymona Krasickiego nie wszystko zapisywało się wyraźnie, ale obrazy wywołujące silniejsze wrażenia emocjonalne, mocno wryły się i powracały we wspomnieniach z tamtego czasu. Pałac i otoczenie parkowe stanowiło pewnego rodzaju enklawę spokoju i bezpieczeństwa, a dla dzieci również beztroski, bowiem niewiele z tego, co się działo wokół, dzieci pojmowały. Zapewne niezwykłe wrażenie na małym Szymonie wywarła pierwsza wojenna Wigilia w Jedliczu, bowiem mocno utrwaliły się postaci obecne przy wielkim stole z zapalonymi wysokimi świecami i panujący podniosły nastrój, ale "jakiś inny niż bywało to zwykle, ani radosny, ani wesoły. Żadnych śmiechów, żartów, rozmowy poważne". Łamanie się opłatkiem i życzenia składane sobie wzajemnie, wysoka choinka przystrojona ozdobami, cukierkami i świeczkami oraz prezenty. Jednak ten nastrój się nie powtórzył już podczas Wigilii w 1941 r., bowiem 11 listopada tegoż roku zmarła właścicielka pałacu i włości jedlickich - "ciocia-babcia" Zofia Stawiarska. Wkrótce, bo już w lutym 1942 r. "to niby odległe zło" pojawiło się w pałacu: "… obudzony w środku nocy widzę ubranego ojca Władysława Krasickiego, robiącego znak krzyża na moim czole; kątem oka spostrzegam stojąca koło niego zapłakaną mamę, w głębi pokoju, przy drzwiach dwóch nieznanych panów w ciemnych płaszczach; ojciec podchodzi do śpiących obok brata Maćka i siostry Hanki, na ich czołach też kreśli znak krzyża, żegna się z mamą; podchodzi do tych panów, jeszcze raz się odwraca, długo patrzy na nas. Wychodzi. Wtedy widziałem ojca po raz ostatni".
Niestrudzony badacz historii Jedlicza Franciszek Mojak zapisał, że "…Pałac Stawiarskich w Jedliczu, jak wiele dworów na Podkarpaciu, w pierwszych miesiącach okupacji był jednym z punktów etapowych, w których otrzymywali pomoc udający się na Węgry. Później stał się schronieniem dla ludzi ukrywających się przed gestapo. Świadczył też pomoc więźniom politycznym wysyłając im paczki żywnościowe. Funkcje te spełniał do czasu aresztowania jego mieszkańców". Podczas lutowej akcji gestapo aresztowało w Jedliczu najpierw Władysława Krasickiego i przyjaciela rodziny - Stanisława Żejmo-Żejmisa oraz przybyłych z Krakowa - Gajewskiego i Aleksandra Zaczka, a w trzy dni później zostali aresztowani Tadeusz Dzieduszycki i Kazimierz Zdziechowski. Zdzisław Łopatkiewicz swoimi badaniami stwierdził, że Władysław Krasicki i Jan Zdziechowski współpracowali z podziemną organizacją - Związkiem Walki Zbrojnej - Armią Krajową. Zatrzymanych wówczas w Jedliczu gestapo osadziło w więzieniu na Montelupich w Krakowie, a po przesłuchaniach zostali przewiezieni do Auschwitz. Rodzina podejmowała bezskutecznie liczne próby uwolnienia aresztowanych przeznaczając na ich wykupienie wszystkie posiadane kosztowności. W więziennym szpitalu w Auschwitz zmarli najpierw Kazimierz Zdziechowski, a później Tadeusz Dzieduszycki i Władysław Krasicki. Dla mieszkańców pałacu przyszedł czas bardzo ciężki, bowiem dalsza egzystencja rodziny spoczęła na barkach Marii Krasickiej (matki) i Jana Zdziechowskiego (wuja).
Pamiętny był czas lata 1944 r., gdy odgłosy nadciągającego frontu dało się słyszeć coraz wyraźniej. Już w pierwszych dniach września cała rodzina oraz pracownicy majątku przenieśli się do pałacowych piwnic. Niezapomniane były chwile wejścia żołnierzy radzieckich na teren pałacu. Prelegent je zapamiętał i opisywał z detalami. Podchodzących żołnierzy powitał "Komitet powitalny" z babcią Zdziechowską na czele. Flaszka samogonu była najlepszym darem dla wyzwolicieli. Żołnierze szybko przeszukali pałac i poszli za wycofującymi się oddziałami niemieckimi. Już wydawało się, wszystko się uspokoiło, ale ponownie dało się słyszeć strzały, jakby front się cofał. Ale to były grupy "maruderów" rosyjskich, którzy "nie szukali Niemców, szukali kobiet, wódki, rabujących zegarki, pierścionki, wszystko, co popadnie. Broniącego porcelany, sztućców sędziwego pana Sikorskiego zabijają jednym strzałem". Następnego dnia pałac zostaje zamieniony na przyfrontowy szpital. Dowódca szpitala pozwolił rodzinie na zamieszkanie w dwóch pokojach.
Wkrótce front przesunął się na zachód i wraz z nim szpital przyfrontowy, a zdewastowanym pałacem Stawiarskich zajęły się nowe władze. Wprowadzony wówczas Dekret PKWM z dnia 6 września 1944 r. wywłaszczał ze skutkiem natychmiastowym i bez odszkodowania wszystkich właścicieli majątków ziemskich o powierzchni powyżej 50 hektarów (w województwach zachodnich powyżej 100 hektarów), odbierając im, oprócz ziemi, żywy inwentarz oraz budynki i ich wyposażenie z dworem włącznie. Jedlicki komisarz przeprowadzający parcelację, nakazał dotychczasowym właścicielom natychmiastowe opuszczenie dworu. Prelegent opisując te chwile z nutką rozgoryczenia stwierdził: "Opuszczamy dom, z którego nie wyrzucili nas Niemcy, nie wyrzucili Rosjanie, wyrzuciła polska władza mieniąca się ludową". Do opuszczonego wówczas pałacu Stawiarskich pan prof. Szymon Krasicki wrócił dopiero w 2010 r. na zaproszenie burmistrza Jedlicza Zbigniewa Sanockiego, a pretekstem zaproszenia była uroczysta promocja książki Zdzisława Łopatkiewicza pt. "O Jedliczu i około Jedlicza", w której autor zamieścił wiele informacji o Stawiarskich, Zdziechowskich i Krasickich.
Od tamtych lat spędzonych w jedlickim Pałacu Stawiarskich minęło wiele czasu. Mogłoby się wydawać, że inne późniejsze wydarzenia zagłuszą obrazy z tamtego czasu, ale chyba tamte zdarzenia były tak silne, że ciągle wybijają się w pamięci coraz częściej i jakby bardziej wyraźnie. Z tymi obrazami i wspomnieniami wyruszył pan prof. Szymon Krasicki z Jedlicza w świat i choć upłynęło ponad 80 lat od chwili opuszczenia pałacowego siedliska i nie ma już ludzi-świadków tamtego czasu, to jednak słowo "Jedlicze", jak hasło, wywołuje obrazy i zdarzenia utrwalone w pamięci małego chłopca.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|








